The Last of Us 2 (RECENZJA)

(Recenzja oryginalnie została opublikowana na facebook.com/starekonie30 szóstego lipca 2020)

Miałem problem z „The Last of Us: Part 2”. Do połowy gry narzekałem na specyficzną narrację, zmarnowany potencjał na sandboxowy gameplay i kilka innych rzeczy. Ale to minęło, dokładnie wtedy, gdy zdałem sobie sprawę, że po prostu narzekam na coś czym ta produkcja nie jest. Ale gdy już zacząłem doceniać to co dostałem, wkręciłem się porządnie i… cholera, ta gra jest wyjątkowa.

Wyjątkowa i kontrowersyjna. Internet z jednej strony zalała fala krytyki, a z drugiej morze pochwał i zachwytów. Im dłużej grałem, tym bardziej przechylałem się w stronę tej drugiej grupy. TLOU2 nie ma litości – bardzo szybko atakuje nas takimi emocjami, że wiele osób nie wie jak sobie z tym poradzić (jak było widać po ilościach ocen „0” na Metacritics, już kilka godzin po premierze gry). Nawet najwięksi fani TLOU nie byli przygotowani na to co zaserwują mistrzowie z Naughty Dog.

(Pozwólcie mi na chwilę przerwy – do pisania tej recki odpaliłem soundtrack TLOU2 i co chwilę przestaję uderzać w klawiaturę – obrazy i emocje są nadal świeże, po prostu nie mogę przestać myśleć o tej grze…)

Dobra, opanowuje nerwy i kontynuuję. Ciężko jest pisać o tej historii bez spoilerów, zwłaszcza jeśli jest się takim emocjonalnym skurczybykiem jak ja. To może zamiast tego, przypomnijcie sobie gry, filmy czy seriale, które potrafiły Was pochłonąć bez reszty, zawładnąć Waszymi umysłami i zmienić Wasze patrzenie na kilka spraw. Taki jest „Last…”

Środki audiowizualne jakie do tego używa to pierwsza liga, nie tylko exów na PS4, ale ogólnie elektronicznej rozgrywki. Od wybuchy epidemii i początku apokalipsy minęło ponad 25 lat i widać to na każdym kroku. Zdemolowane miasta przypominają o kolebkach ludzkości sprzed dekad. Natura jeszcze bardziej niż w TLOU1 (akcja sequela rozgrywa się ponad 5 lat po wydarzeniach z pierwszej części) domaga się swoich praw i ulice metropolii zmieniają się w łąki. Potoki przedzierają się przez niegdyś bankowe dzielnice, a każdy budynek, który możemy odwiedzić, dostarcza historię mieszkańców i pracowników tego miejsca, sprzed dziesięcioleci. To jest cholernie piękne i przerażające – niemal każda miejscówka, do której zawitamy, ma nam coś do powiedzenia, co przekazuje przez notatki czy otoczenie. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio tak „lizałem ściany”, aby poznać najdrobniejszy szczegół świata gry.

Niebezpiecznego świata, gdzie przeklęte zarodniki zaraziły miliardy ludzi, przemieniając ich w różnorakie odmiany niebezpiecznych „demonów”. Powracają Klikacze i pojawiają się nowe cholerstwa, konkretnie przypominające o najbardziej przerażających horrorach. Walczymy także z ludźmi, bo jak nas już dawno nauczyło „The Walking Dead” – w czasie apokalipsy zombie (a to podobna „impreza”) ludzkość staje się jeszcze bardziej gówniana.

Jak już wspomniałem wcześniej, graficznie jest to pierwsza klasa, także i w kwestii udźwiękowienia, Naughty Dog dostarczyło mistrzostwo. Zakładasz słuchawki na uszka, za chwilę lądujesz w świecie gry i wkręcasz się jak rzadko kiedy. Proszę bardzo, przykład z mojej wkręty – grałem przez kilka godzin na mrocznych lokacjach, w których non stop trwały opady deszczu. Wsiąkałem w klimat, niczym woda w moją jeansową kurteczkę, aż do tego stopnia, że gdy wyszedłem na dwór (w realnym świecie) byłem ostro zdezorientowany, że widzę słońce i pogodę w klimacie Teletubisiów, zamiast zgniłego świata apokalipsy. Piękna immersja, dobrze że nie ma tego na VR, mam zbyt słabe serce na takie wrażenia. Aha, muzyka stworzona przez Gustavo Santaolalla też jest (oczywiście!) rewelacyjna. Odpalona z jutuba nadal przenosi mnie do tego świata…

Kończę już, po prostu muszę. Muszę odpocząć od TLOU2. Jest to niesamowita produkcja, ale też i bardzo ciężka. Jest to dla mnie… kultowa (już można?) opowieść, którą zapamiętam na zawsze. Jest to historia o konsekwencjach, zemście i kurewskim (wybaczcie, musiałem) świecie, który, pomimo że pochłonięty przez apokalipsę, aż zbyt bardzo przypomina naszą aktualną rzeczywistość – ludzi pozbawionych empatii, zapatrzonych w siebie i własne wierzenia, oraz (niestety) urojenia. Gra ma minusy (AI wrogów nie zawsze zachwyca, pierwsza połowa potrafiła mnie nużyć), ale to nie jest ważne, patrząc na to jak „zagrała” dla mnie reszta tej produkcji. Te emocje, brutalność, miłość, serce… coś wyjątkowego. Dziękuję Naughty Dog.

/Wojciech Tarczyński

OCENA: 9.5/10

Za udostępnienie kopii gry serdecznie dziękuję Sony Interactive Entertainment Polska