Destroy All Humans! (RECENZJA)

(Recenzja oryginalnie została opublikowana na facebook.com/starekonie30 27 lipca 2020)

Od kilku dni ogrywam remake „Destroy All Humans!” i nadszedł czas, abym się podzielił z Wami moją opinią o tym tytule (czytaj: kilka godzin temu spadło embargo na recenzje).

Gra, która wskakuje do sklepów w tym tygodniu, to remake produkcji sprzed 15 lat – oryginał ukazał się w czerwcu 2005 na PS2 i pierwszego Xboxa. Ulepszone do obecnych standardów, zostało niemal wszystko, oprócz oczywiście fabuły i rdzenia gameplayu.

(Pierwsza godzina gry, stream przedpremierowy z fan page „Stare Konie”)

Jeśli nie znaliście pierwowzoru, to przypomnę – gra pozwala nam się wcielić w Crypto, „małego zielonego (szarego!) kosmitę” który rozpoczyna inwazję na planetę Ziemię, w połowie ubiegłego wieku. Tzn. na USA, bo przecież inne kraje dla Ufoków nie istnieją, prawda? Produkcja jest pełna absurdalnego humoru: wszystko co złe (nawet my, czyli Ufok) to komuniści (albo nie-Amerykanie), każdy obywatel non stop cytuje teksty z filmów (z 1950 oczywiście), a policjanci… nie myślą (możemy czytać w umysłach ludzi).

Oprócz wspomnianej telepati, nasz Ufok może też używać telekinezy (podnoszenie przedmiotów siłą umysłu), jetpacka, strzelać z różnych broni (spawarka, rakietnica, sonda… wiecie jaka), czy… wyciskać ludzkie mózgi, które działają niczym apteczki. Mniam!

Oprócz siania zniszczenia pieszo, możemy też odpalić latający spodek i zrobić konkretny rozpiernicz z powietrza. Wszystko ładnie się rozpada, wybucha, ludziki płoną (fajne szkieleciki po nich zostają), ale wszystko z przysłowiowym „jajem” – gra wygląda niczym animacja 3D i nie ma tutaj brutalności w stylu DOOMa, czy innej rzezi.

destroy-all-humans-scaled

Grafika jest płynna, bez zbędnych detali (wszystko trzyma się ustalonej konwencji), muzyka dorzuca sporo do klimatu (niczym z starych seriali o Ufokach i żelkach z kosmosu), a zabawy jest tutaj więcej niż się spodziewałem. Oprócz 26 (w tym jedna całkowicie nowa) misji fabularnych, dostajemy też opcje powrotu do odkrytych lokacji i zabawy w małych „sandboxach”, gdzie znajdziemy kolejne, dodatkowe zadania, np usmażyć na BBQ sporą ilość krówek, rozpierniczyć farmerów, wygrać wyścig z sondą, czy po prostu, zmieść całą planszę z powierzchni ziemi. Jest co robić!

Tak zachwalam i zachwalam, ale jest też tutaj kilka minusów: AI przeciwników praktycznie nie istnieje (niby tak miało być, ale cholery potrafią się pięknie zablokować na przeszkodach, czy kręcić w kółko), muzyka zaczyna szybko nużyć (klimat klimatem, ale ile można tej samej nuty słuchać), a sama gra, pomimo że graficznie jest w 2020, to gameplayowo nadal te 15 lat temu. Wiele rzeczy się zmieniło – formuła krótkich misji i (przy)długich cut scenek, to też inna epoka giercowania. Nie wszystkim może się to spodobać, ale nie zmienia to faktu że zabawa jest i tak przednia.

Dużo mięcha (czytaj: gry w grze), dużo śmiechu, mniejsza cena (w porównaniu z innymi nowymi produkcjami) i poniekąd powrót do beztroskiego grania z czasów PS2. Jestem zadowolony, po prostu fajnie jest być Ufokiem.

Wojciech Tarczyński

OCENA: 7+/10

Za udostępnienie kopii gry serdecznie dziękuję THQ Nordic