W dół, do Ziemi (RECENZJA)

Adaptacje książek pełnych wizualnych opisów są o tyle ciekawe, że zawsze z zainteresowaniem patrzę, jak autor zilustrował to, co ja wyobrażałem sobie w głowie. Istnieje spora szansa, iż wizja artysty będzie nie po drodze z moją i przez to mogę poczuć się rozczarowany. Z drugiej jednak strony może mnie zaskoczyć czymś, o czym nawet nie pomyślałem. W przypadku „W dół, do Ziemi” na podstawie powieści Roberta Silverberga takiego problemu nie miałem, gdyż… nigdy nie sięgnąłem po oryginał. Dlatego też z otwartym umysłem zasiadłem do niniejszej komiksowej adaptacji klasyki sci-fi.

Planeta Belzagor, zwana w początkach kolonizowania Światem Holmana, to zielony raj, na którym żyją dwa inteligentne gatunki – słoniowate nildory i humanoidalne sulidory. Historia koncentruje się wokół porucznika Eddiego Gundersena, powracającego tutaj po wielu latach w ramach przewodnictwa naukowej ekspedycji. Nasz bohater skonfrontuje się nie tylko ze swoją przeszłością, ale także spróbuje odkryć najbardziej skrywaną tajemnicę planety – rytuał Ponownych Narodzin.

Z fabułą mam pewien problem. Dopóki historia koncentrowała się wokół wspomnianej ekspedycji, niecierpliwie przerzucałem kolejne strony, by dowiedzieć się, co jest dalej. Opowieść wciąga, zaskakuje i fascynuje. Próbuje również odpowiedzieć na pytanie, czym kończy się kolonializm i ingerencja w obce światy, czego nota bene przykładów w naszej własnej ziemskiej historii mamy od groma. Z kolei samo przedstawienie i wytłumaczenie rytuału może zaszokować, ukazując dwoistość tubylców.

Problem zaczyna się jednak, gdy do głosu dochodzi część romantyczna. Nie mam problemu z wątkami miłosnymi w komiksach, o ile zostały poprowadzone subtelnie. Niestety historia Gundersena i jego miłosnych podbojów to swoista brazylijska telenowela, która wybija z rytmu, niczym soczysty plaskacz (i bynajmniej nie przez sporą dawkę scen erotycznych). Wątek ten jest naiwny i tak spłycony, że uczucie zażenowania towarzyszyło mi za każdym razem, gdy dochodził do głosu. Może w oryginale jest bardziej rozbudowany i głębszy w przekazie, lecz komiks ukazał nam go niestety mocno skrótowo. Tę wadę łagodzą trochę naprawdę piękne rysunki Laury Zuccheri. Dzięki nim często zatrzymywałem się na chwilę, by podziwiać ukazaną naturę, zarówno tę estetyczną wizualnie, jak i dobitnie brutalną.

„W dół, do Ziemi” wywołuje ambiwalentne odczucia, lecz z większą domieszką tych pozytywnych. Tajemnica świętego rytuału trzyma czytelnika przy fabule, mimo że wątki miłosne lepiej było wyrzucić do kosza. Zaś zachwycające ilustracje pozwalają zanurzyć się we florze i faunie obcej planety, zmywając z siebie uczucie cringe’u po kolejnych seksualnych uniesieniach i „skomplikowanych” miłosnych wyznaniach.

/Irek

Ocena: 7/10

Egzemplarz komiksu dostarczyło wydawnictwo Egmont.

Wydanie: 2020

Scenarzysta: Philippe Thirault

Ilustrator: Laura Zuccheri

Tłumacz: Maciejka Mazan

Typ oprawy: twarda

Data premiery: 23.07.2020