Die (RECENZJA)

W czasach mojej młodości gry fabularne cieszyły się niezwykłą popularnością, mimo że w Polsce dostępnych było zaledwie kilka systemów – najbardziej znanymi były oczywiście „Warhammer” i „Cyberpunk 2020”. I właściwie te dwa w zupełności nam wystarczały, gdyż zagrywaliśmy się w nie, tworząc różnorakie scenariusze, nawet oparte o nasze ulubione filmy i książki. Gdyż tak naprawdę wszystko, co potrzebujesz do gry fabularnej, to wyobraźnia. I tego ostatniego nie można odmówić autorom komiksu „Die” (dla niewtajemniczonych, chodzi o „kostkę”, nie „umierać”).

Fabuła może delikatnie kojarzyć się z filmem „Jumanji”, z tą różnicą, że tutaj nastoletni bohaterowie zostają wchłonięci przez grę fabularną. Z powrotem pojawiają się dopiero po dwóch latach, lecz jednego z nich brakuje, a jedna z dziewczyn straciła rękę. Nie mogą mówić, co wydarzyła się w innym świecie i to powoli zżera ich od środka. Gdy już jako czterdziestolatkowie mają okazję zmierzyć się z horrorem sprzed lat, nie zdają sobie sprawy, że będzie jeszcze gorzej niż wtedy.

Jeśli porównanie z „Jumanji” was odstraszyło, to pragnę wszystkich uspokoić. O ile film jest pozycją dla dzieci, o tyle komiks takowym zdecydowanie nie jest. „Die” serwuje nam historię niezwykle mroczną i ponurą. Świat stworzony przez Kierona Gillena to soczyste dark fantasy, w którym popularne smoki, krasnoludy czy inne elfy zostały poddane dogłębnej przeróbce. Na każdej stronie odkrywamy coś nowego, a wyobraźni autora nie ma końca – niby wszystko jest nam znane, ale jakże inne to jest.

Bohaterowie są zróżnicowani – każdy odpowiada innemu archetypowi. Jednakże nawet tutaj nie można odmówić autorowi pomysłowości, bo mimo że postacie wcielają się w paladynów, czarodziei itd. to wszystko ze swoistym twistem. Może właśnie dlatego Gillen zdecydował się wydać darmowy podręcznik do swojego systemu, ponieważ jest na tyle oryginalny, iż może zaproponować coś nowego.

Ale niebanalny świat byłby niczym bez pięknej oprawy. I tę dostarcza nam Stephanie Hans, serwując zjawiskowe ilustracje. Mroczna historia zostaje dzięki nim wyniesiona na wyżyny horroru. Intensywne kolory, kreska idealnie imitująca senny koszmar, pomysłowo zaprojektowane postacie – każdy kadr można chłonąć i się zachwycać.

Normalnie nie poświęcam zbyt dużo miejsca dodatkom do komiksów, bo zazwyczaj są dość standardowe, czyli alternatywne okładki, projekty postaci itp. Takowych nie brakuje oczywiście tutaj, lecz jest coś jeszcze. Polski wydawca dodał siedem esejów, w których Gillen (i bonusowo Hans) wgłębia się w stworzony przez siebie świat, pokazuje inspiracje, dlaczego postacie są takie, a nie inne. Innymi słowy, serwuje nam tak dużo smaczków, że od razu inaczej patrzy się na komiks. Dzięki temu pierwszy raz w życiu przeczytałem dany album dwa razy pod rząd.

Pomysł z pozoru mało nowatorski, ale wykonanie pierwsza klasa – tak mógłbym w skrócie podsumować komiks „Die”. Gillen i Hans to świetnie uzupełniający się duet, dostarczający nam emocjonującą historię, oprawioną niesamowitymi ilustracjami. Jeśli dalszy ciąg historii będzie tak dobry, szykuje się hit.

Ocena: 9/10

Wydanie: 2020

Scenarzysta: Kieron Gillen

Ilustrator: Stephanie Hans

Tłumacz: Paulina Braiter

Typ oprawy: miękka

Liczba stron: 160

Data premiery: 19.08.2020